W moim życiu było wiele marzeń, wiele pragnień i modlitw,
żeby to wszystko się udało, żeby to wszystko się spełniło. Jednak tak naprawdę
nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, co przyniesie nam los. Nikt nie wie
jak potoczy się jego życie, w jaką uliczkę skręci, czy też na jaką drogę
wejdzie.
Niektórzy twierdzą, że nasze życie jest już z góry
zaplanowane, jeszcze przed naszymi narodzinami, a nawet słyszałam teorie, że
przed naszym poczęciem. Może coś w tym jest, bo w końcu nie dostajemy
wszystkiego, czego tak bardzo pragniemy, nie wszystkie nasze cele zostają
zrealizowane. Poza tym jeżeli wszystko by się układało po naszej myśli, jeżeli
każdy miałby to, co chce, to to całe życie szybko by się nam znudziło. W końcu
potrzeba nam czasami trochę emocji, adrenaliny, czegoś nowego. A to co ma być,
to będzie.
Jeżeli naprawdę głęboko czegoś pragniemy i walczymy o to, nie ma
opcji, żeby się nie udało. Prędzej, czy później, ale to nastąpi.
Tak jak u mnie: dostałam się na wymarzone studia
weterynaryjne, ale przyznam się szczerze, nie we wszystkich sprawach,
wiedziałam na co się pisze. Były przez ten semestr wzloty i upadki, radość na
twarzy, ale także wiele łez. Nowe miejsce, nowi ludzie, oderwanie od tego do
czego byłam tak bardzo przyzwyczajona. Nie mogłabym powiedzieć, że nigdy nie
chciałam zrezygnować, bo chciałam. Już wiele razy miałam myśli, żeby to
wszystko rzucić i po prostu wrócić do domu. Znaleźć jakąkolwiek pracę i po
prostu próbować jakoś z tym wszystkim dać sobie radę, w najgorszym razie pójść
na jakieś inne studia w październiku, na które oczywiście nie miałabym
najmniejszej ochoty.
Było wiele takich dni przez pierwsze dwa miesiące, jednak
zawsze ratowała mnie myśl, że przecież wybrałam to, czego tak bardzo pragnęłam.
Wybrałam drogę dla siebie i dla naszym małych czworonogów. Tyle pracy włożyłam,
aby zdać dobrze maturę i dostać się na studia, więc teraz mam się poddać? Tak
po prostu odpuścić jak moi znajomi?
To nie byłabym wtedy ja, bo po prostu ja zawsze walczę do
samego końca, więc teraz też tak robię i muszę powiedzieć, że jest tak jak w
tytule wpisu – cel jest blisko. Bo podobno należy przetrwać pierwszy semestr,
aby potem mogło być łatwiej. Nie chce na razie patrzeć jaki będzie plan na
kolejny semestr, co mnie takiego strasznego czeka. Teraz żyje chwilą, brnę do
celu, którym jest zaliczenie pierwszego semestru. Zostało mi tylko dwa egzaminy
– 2 luty i 3 luty. Resztę wszystko zaliczyłam, zdałam inne egzaminy i biegnę
dalej, aby mieć ferie od 4 aż do 22 lutego!!! :D
Pragnę tego i wiem, że jeżeli zabiorę się za to dzisiaj i
będę głęboko, ale to głęboko wierzyć, to na pewno się uda :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz