28 stycznia 2016

PODOBNO NIE JESTEM PAMIĘTLIWA



Ale to tylko podobno, bo takie dni jak ten, uświadamiają mi jak jest naprawdę - uwierzcie mi wystarczy jeden człowiek, do tego siedmioletni, który potrafi popsuć humor o siódmej rano jak nikt inny. Wróciłam w końcu do domu, żeby odpocząć, żeby oderwać się od miasta, którego tak bardzo, ale to bardzo nie lubię. Jednak kogo to by obchodziło, lepiej zachowywać się gorzej niż kiedykolwiek i odstawiać scenki, bo tak ktoś go w końcu nauczył.

Ja po prostu po dziesięciu minutach miałam dość i kiedy tylko wszyscy wybyli z domu marzyłam jedynie o śnie, żeby spłynął na mnie i dał ukojenie. No, ale cóż, powróciły sny i wspomnienia. :(

Zawsze tak jest, że gdy coś się nie układa w moim życiu, jeżeli się wszystko wali, to wraca przeszłość. I to nie prawda, że nie jestem pamiętliwa. Bo jestem naprawdę pamiętliwa, pamiętam każdy gest, każde słowo, każdy ruch. Może nie mam długotrwałej pamięci do nauk jakie były w szkole przez te 12 lat ( pomimo że miałam dobre oceny i dobrze się uczyłam, no ale wiadomo po czasie to wypierałam ), tak do wspomnień i wydarzeń z przed lat mam mega dobrą pamięć i po prostu nie umiem się ich pozbyć.

Teraz niby tylko dwie godziny snu, ale też przyniosły wspomnienia, tylko te bliższe, bo z przed paru miesięcy. I ja się pytam, po co to wszystko było? Po co to wszystko się wydarzyło? Jaki był cel tych zdarzeń następujących po sobie?
Czy w ogóle jest ktoś w stanie na nie odpowiedzieć? Bo sorry bardzo, ale ja nie...

Nie rozumiem, dlaczego pewnego dnia nie wyszłam z dziewczynami z tego prosektorium, tylko zostałam, aby pouczyć się jeszcze przed zaliczeniem z anatomii. Miałam jeszcze półtorej tygodnia do nauki, a postanowiłam jednak zostać, pomimo że wszystko miałam powtórzone. No i poznałam nowych kolegów, spędziłam miło czas i dodatkowo czegoś się douczyłam.

Potem jeszcze parę razy ich tam spotkałam i złapaliśmy nawet dobry kontakt, więc postanowiłam zagadać do pana M. Znalazłam dobry temat i posłuchałam namowy koleżanki oraz jej ciągłego mówienia mi, żebym w końcu napisała, żebym w końcu z nim porozmawiała.

Było miło, sympatycznie. Długie rozmowy po nocach, wspólne pasje i zainteresowania. Każdy z moich znajomych jak na mnie patrzył, stwierdzał, że się zakochałam, że fajnie, że mam chłopaka. Jednak nikt nie słucham tego, co im bez przerwy powtarzałam, bo nie miałam chłopaka i nie byłam zakochana. Po prostu jestem optymistką i patrzę na świat czasami przez różowe okulary. Nie zamartwiam się błahostkami, a wtedy ich nie było. Za to cieszyłam się, że mam nowego kolegę, z którym mogę rozmawiać i dzielić się różnymi rzeczami.

Lecz dzisiaj spostrzegam to inaczej, bo po świętach wszystko się posypało, jakby to wszystko nigdy nie miało miejsca, jakby nie było niczego. Nawet się nie przywitał, już nawet nie wspominając o rozmowie. A teraz po czasie, może zamienił ze mną trzy ewentualnie cztery zdania, ale jak ma w swoim pobliżu swojego przyjaciela to milknie. Nie wiem co ja zrobiłam? Choć tak naprawdę nic nie zrobiłam, ale teraz to chyba zaczynam tego wszystkiego powoli żałować.

Bo w końcu po co były te długie rozmowy po nocach, po co pomogłam im zrobić koszulki i grafikę komputerową dla nich i ich prowadzącego anatomię? Po co on w ogóle przyszedł do mojego mieszkania? Co, żeby posiedzieć, pośmiać się, pogadać i popatrzeć jak sprawia mi radość robienie grafiki w GIMPie?

Po prostu ja chyba za wiele razy zostałam skrzywdzona, chyba za wiele przeszłam w życiu, aby kolejną rzecz brać na swoje ramiona. Po prostu ja nie mam sił, aby patrzeć jak kolejna osoba, dostała to co chciała, jak jej pomogłam i odchodzi... a ja zostaje sama ze wspomnieniami...

27 stycznia 2016

CEL JEST BLISKO




W moim życiu było wiele marzeń, wiele pragnień i modlitw, żeby to wszystko się udało, żeby to wszystko się spełniło. Jednak tak naprawdę nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, co przyniesie nam los. Nikt nie wie jak potoczy się jego życie, w jaką uliczkę skręci, czy też na jaką drogę wejdzie. 

Niektórzy twierdzą, że nasze życie jest już z góry zaplanowane, jeszcze przed naszymi narodzinami, a nawet słyszałam teorie, że przed naszym poczęciem. Może coś w tym jest, bo w końcu nie dostajemy wszystkiego, czego tak bardzo pragniemy, nie wszystkie nasze cele zostają zrealizowane. Poza tym jeżeli wszystko by się układało po naszej myśli, jeżeli każdy miałby to, co chce, to to całe życie szybko by się nam znudziło. W końcu potrzeba nam czasami trochę emocji, adrenaliny, czegoś nowego. A to co ma być, to będzie.

Jeżeli naprawdę głęboko czegoś pragniemy i walczymy o to, nie ma opcji, żeby się nie udało. Prędzej, czy później, ale to nastąpi.

Tak jak u mnie: dostałam się na wymarzone studia weterynaryjne, ale przyznam się szczerze, nie we wszystkich sprawach, wiedziałam na co się pisze. Były przez ten semestr wzloty i upadki, radość na twarzy, ale także wiele łez. Nowe miejsce, nowi ludzie, oderwanie od tego do czego byłam tak bardzo przyzwyczajona. Nie mogłabym powiedzieć, że nigdy nie chciałam zrezygnować, bo chciałam. Już wiele razy miałam myśli, żeby to wszystko rzucić i po prostu wrócić do domu. Znaleźć jakąkolwiek pracę i po prostu próbować jakoś z tym wszystkim dać sobie radę, w najgorszym razie pójść na jakieś inne studia w październiku, na które oczywiście nie miałabym najmniejszej ochoty. 

Było wiele takich dni przez pierwsze dwa miesiące, jednak zawsze ratowała mnie myśl, że przecież wybrałam to, czego tak bardzo pragnęłam. Wybrałam drogę dla siebie i dla naszym małych czworonogów. Tyle pracy włożyłam, aby zdać dobrze maturę i dostać się na studia, więc teraz mam się poddać? Tak po prostu odpuścić jak moi znajomi? 

To nie byłabym wtedy ja, bo po prostu ja zawsze walczę do samego końca, więc teraz też tak robię i muszę powiedzieć, że jest tak jak w tytule wpisu – cel jest blisko. Bo podobno należy przetrwać pierwszy semestr, aby potem mogło być łatwiej. Nie chce na razie patrzeć jaki będzie plan na kolejny semestr, co mnie takiego strasznego czeka. Teraz żyje chwilą, brnę do celu, którym jest zaliczenie pierwszego semestru. Zostało mi tylko dwa egzaminy – 2 luty i 3 luty. Resztę wszystko zaliczyłam, zdałam inne egzaminy i biegnę dalej, aby mieć ferie od 4 aż do 22 lutego!!! :D 

Pragnę tego i wiem, że jeżeli zabiorę się za to dzisiaj i będę głęboko, ale to głęboko wierzyć, to na pewno się uda :)
 

25 stycznia 2016

LUDZIE Z SERCEM



W ostatnim czasie w swoim otoczeniu, po zmianie miejsca zamieszkania, coraz rzadziej spotykam pomocnych, dobrych i życzliwych ludzi. Zauważyłam, że im większe miasto, tym ludzie są bardziej obojętni na to co się dookoła nich dzieje, czy to coś dobrego, czy też złego lub przykrego. Nie mam oczywiście tutaj na myśli wszystkich, bo w końcu są wyjątki od moich obserwacji. Poza tym, jeżeli wszyscy byliby tacy sami, to byłoby nudno. 

Jednak, nie oszukujmy się, nastały czasy, kiedy wiadomo jak jest: każdy próbuje złapać choć chwile czasu, biegnie za czymś co jest nieosiągalne, stawia własne pragnienia i zachcianki na pierwszym miejscu, a nie zauważa tego co jest najbliżej, tego co jest tak ważne: uczucia i bliscy sercu. 

Trochę to przykre, ale prawdziwe. Jednak ja kocham wracać do domu, do rodziny, do tych miejsc znajomych. Niby małe miasto, gdzie kiedyś wszyscy się znali, a teraz trudno wszystkich zapamiętać. Tak wiele cudownych chwil i historii wiąże się z moim rodzinnym miastem – może kiedyś uda mi się co nieco o tym opowiedzieć :) 

Teraz też na weekend wróciłam do domu, musiałam się od tego wszystkiego oderwać, odetchnąć i wrócić do formy po chorobie, niby to tylko grypa, ale tak mnie rozłożyła, że nie byłam w stanie funkcjonować normalnie. Ale nie martwcie się, wszystko już wróciło do normy, a wczoraj nawet już z pełnią sił poszłam do Kościoła. Nie przewidziałam tylko, że po tylu latach historia może się powtórzyć. 

Przyzwyczajenie jakieś już jest, więc nawet mały objaw to alarm, żeby wyjść na dwór. Udało mi się po drodze na zewnątrz zamknąć dwie pary drzwi, a trzeciej już nie. Co prawda znalazłam się na dworze, ale drzwi jednak znikły z pola widzenia, a klamki to już nie poczułam, bo nogi się pode mną ugięły. Poczułam jedynie jak drzwi się otwierają na rozcież i ktoś mnie przytrzymał.  

Moja świadomość nie całkiem się wyłączyła, bo po chwili już czułam jak siedzę, więc przebłyski jednak są, co tak naprawdę działo się po kolei. I muszę powiedzieć, że to naprawdę bardzo miłe, że znalazł się ktoś, kto interesuje się losem drugiego człowieka. Rodzina z dwójką dzieci okazała się być wspaniałymi ludźmi, którzy potem jeszcze długo sprawdzali, czy wszystko ze mną w porządku.  

Pewnie nie zobaczą tego bloga, ale jestem im bardzo wdzięczna i w głębi serca wciąż dziękuje, że byli w pobliżu i mi pomogli. Mam nadzieje, że na świecie jest więcej takich ludzi i że każdy z nas będzie brał z nich przykład. W końcu drugi człowiek jest najważniejszy, a nie jakieś rzeczy materialne, czy też pieniądze, za którymi teraz tak wiele osób goni. 

24 stycznia 2016

PISANIE




Jak już wspomniałam, jedną z moich pasji jest PISANIE. Jeżeli mnie pamięć nie zawodzi wszystko zaczęło się osiem lat temu. Na początku miała to być tylko zabawa, chwilowe oderwanie od codzienności, sprawdzenie się w nowej rzeczy i przez tą zabawę odnalazłam to czego tak długo szukałam. 

Odnalazłam swoją pasję, odnalazłam swój talent, choć na początku nie byłam tego świadoma. Z każdym dniem przywiązywałam się coraz bardziej. Pisałam opowiadania, wymyślałam nowe historyjki. Sny przynosiły inspiracje i wszystko rozwijało się w mojej głowie, niosło za sobą cudowne uczucie i radość tworzenia.  

Jednak nie wszystkim to pasowało, nie chcieli patrzeć na moje szczęście - zazdrościli, więc chcieli to zniszczyć. Ich postawa, działania i sprawianie mi pewnego rodzaju bólu, ich cieszyło, a mnie podcinało skrzydła. Lecz jak dotarło do mnie, co takiego robią, jak próbują doprowadzić mnie na dno, podniosłam się. Wykorzystałam tą całą sytuacje i stworzyłam kilka ciekawych opowiadać. Pokazałam im, że nie jest łatwo mnie zmienić i na pewno to im się nie uda, choć nie wiem jakby się starali :D 

Lecz dzisiaj czasami zastanawiam się, jak mogłam myśleć, żeby to wszystko porzucić. Przecież pisanie to część mnie, to cząstka mojego życia, bez której serce umiera. Teraz po tylu latach nie potrafię tego porzucić, dni bez pisania są jak udręka – ukazują szarą rzeczywistość, bez barw, bez słońca. 

Z tego też względu przez te kilka lat, napisałam kilkanaście opowiadań, jedną książkę ( oczywiście nie wydałam jej, ale czas pokaże, a może coś się uda - mam przynajmniej wielką nadzieje). Oprócz tego piszę opowiadanie – NAPRZECIW TŁUMU . Jest ono ze mną już jakiś czas, na BLOGSPOCIE półtora roku, a tak to miałam także przerwę, więc wychodzi, że opowiadanie rozpoczęłam jakieś trzy lata temu.

Jeśli macie czas i ochotę to oczywiście zapraszam - [Naprzeciw tłumu].
 
A teraz zmykam do nauki do egzaminów.
 
Miłego wieczoru i do napisania :)

23 stycznia 2016

MARZENIA W LISTACH




Marzenia w listach – tytuł tego bloga, jak i pewna metafora, może nie życia, ale chwilowego stanu jaki nadszedł. Ogólnie może to stwierdzenie nic tak naprawdę nie mówi na pierwszy rzut oka, a tym bardziej nie odnosi się do tego treści, które się tu czasem pojawią.
Jednak w ostatnim czasami zauważyłam jak bardzo się zmieniłam, jak sytuacje dookoła mnie wpłynęły na moją postawę i nastawienie na wiele spraw.

Wiadomo było różnie, raz lepiej, raz gorzej – zresztą jak to w życiu. Były wzloty i upadki, ale jeden cel – WETERYNARIA, który osiągnęłam. Jednak tak naprawdę dopiero ostatnia klasa liceum pokazała mi, co to znaczy marzyć i walczyć o te marzenia. Z tego też względu powstał ten blog – chciałabym móc dzielić się szczęściem, które mnie spotkało. Pokazać drogę jaką musiała i wciąż muszę przechodzić. 

W końcu każdy z Nas ma marzenia, te mniejsze i te większe, ale to zawsze są marzenia, których nie należy porzucać przez jeden upadek, przez jeden gorszy dzień w wędrówce do celu. W końcu to  ta ciężka droga, te wszystkie sytuacje, które napotyka człowiek, kształtują jego osobowość, styl życia.  

Nie powiem, że będzie tutaj tylko o marzeniach – których naprawdę jest wiele, i o drodze jaką trzeba przejść. W moim życiu wiele się dzieje, jest o czym pisać, ale też bez przesady – prywatność w końcu dla każdego z nas jest ważna. 

Więc MARZENIA W LISTACH to tak naprawdę pragnienia, pasje, hobby, poznanie ludzi, zarażanie innych szczęściem, pomoc, ale czasami potrzeba tej pomocy od drugiego człowieka. 
 

Obserwatorzy